Prymula Brandybuck
[image: 082EXNM.png]
Lobelia jednak wciąż była Lobelią i Prymulka, której Fortuna oszczędziła ukąszeń przez szerszenie, siedziała teraz wygodnie w kolasce trzymając Droga pod ramię i z grzecznym uśmiechem na twarzy przysłuchiwała się miodowym rozważaniom panny Bracegirdle.
- Rzeczywiście Lobelio - przytaknęła rozbawiona aneksją dzbanów - Zasłużyłaś na ten podarek bez wątpienia. A wiosna… Hmmm… Plastry miodu wydawały się pełne, a owady… pszczoły pracowite, a szerszenie… wściekłe.
Wzdrygnęła się na wspomnienie atakujących ją insektów. Bardziej niż ona jednak ucierpiał Drogo, którego pod wpływem nagłej potrzeby ścisnęła mocniej za ramię.
- Ale przyznać trzeba, że łąki kwieciem pokryte gęsto i nie dziwota, że pszczołom praca się w łapkach paliła. Szerszeni zaś tłumaczyć nie trzeba. Z resztą i rady na nie większej nie ma. Trzeba się pogodzić, że istnieją nieprzyjemne stworzenia co w swej naturze mają zgryźliwość i miodowe łakomstwo.
Uśmiechnęła się uprzejmie, a Drogo zachichotał.
***
Gwar był w Rozstajach niesłychany wręcz. Prymula być nie była nim jakoś bardzo zaskoczona, gdyż podobny widywano w Newbury przy Północnym Trakcie w Bucklandzie. Ale w Bucklebury, czy Crickhollow coś takiego zdarzało się co najwyżej podczas Festynów.
- Ależ to nie wina tego chłopca Lobelio. Pecha mamy, ot co. Oby nie towarzyszył on też naszym żądnym rzecznych przygód przyjaciołom. Z resztą Rory jest z nimi. Nie pozwoli by dopuścili się jakiejś bzdury ani nie przyzwoli nieszczęściu ich spotkać. Jestem tego pewna.
Obrzuciła wzrokiem tłum hobbitów przeplatany pojedynczymi krasnoludami. Lubiła pogawędzić niemniej niż inni hobbici, ale ostrzenie uszu nie było jej ulubionym zajęciem. Nawet jeśli rzeczywiście nie mieli niczego lepszego na oku aktualnie. Chyba żeby…
Ilość pytań, powitań i pozdrowień była wprost proporcjonalna do tłumu, ale nie przesadnie nachalna. Radzili sobie z nią zupełnie dobrze. I być może można było to wykorzystać. Pozwoliła Lobelii czas jakiś na jej plotkarskie przyjemnostki, po czym wstała.
- Poczekajcie proszę. Odo… potowarzysz mi.
Ruszyli we dwoje z młodym Bolgerem w kierunku gospody i szynkwasu wymieniając zdawkowe pozdrowienia z postronnymi hobbitami, póki nie zwróciła na nich uwagi większa grupka hobbitów i hobbitek, w której prym wiódł kojarzony nieco przez Prymulę rosły Chubb.
- Powitać pani dziedziczko Prymulo! - ozwał się - Jak się miewa Buckland?
Prymula uśmiechnęła się i skinęła uprzejmie głową.
- Dziękuję Panie Chubb - odparła słabym głosem - Miewa? Ach Buckland… tak…
Po czym omdlewając osunęła się na ziemię.